Ciężko tak będąc w trasie i korzystając z maleńkiego urządzenia przenośnego oraz kapryśnego internetu, dokładnie opisać wszystko co się zdarzyło... Czasami po prostu szkoda na to czasu... W podróży oczywiście szkoda czasu, bo każda chwila spędzona z nosem w ekranie to chwila mniej na rozmowy z ludźmi, na poznawanie miejscowej kuchni, czy też okolicy...
Tych którzy to czytają - zapewniam, ze po powrocie, korzystając już z normalnej klawiatury poprawię wszelkie braki polskich liter, poobracam zdjęcia i dodam więcej szczegółów.
Po kilku dniach w Mali i Robit, znowu sam wyruszam dalej na południe. Dzięki uprzejmości hotelu wszystkie ubrania mam czyste i ładnie podkładane, motocykl umyty i nawet chromy wypolerowane :)
Zdecydowałem się na czyszczenie pojazdu przy pomocy hotelowego węża z wodą i własnych ściereczek, bo zapowiadana na najbliższe dni pogoda jest piękna, ma być bez opadów, bezchmurnie i słonecznie.
W okolicy hotelu jeszcze znajduję kolejne bunkry i budkę, w której przyjmuje fryzjer tani.com, przypuszczam, że to jego imię.
Po przejachaniu kilkunastu kilometrów, trafiam na piętrowy szrot :) Tak... ktoś urządził złomowisko i kopalnię części zamiennych w niedokończonym domu. Nieźle, co? W Albanii warsztaty sanochodowe, oponiarskie i temu podobne, to bardzo częsty obrazek przy drogach - nie tylko w miastach.
Dojeżdżam do Fier... A tu niespodzianka - w obniżeniu drogi bajoro... Do wysokości połowy kół... Przejechać muszę, bo wszyscy przejeżdżają... Całe moje mycie z dnia poprzedniego - psu na budę się zdało....
Moi gospodarze z Ksamil powiedzieli mi, że tam jest tak zawsze kiedy wcześniej popada - gromadzi się woda z błotem, ale podobno za 2-3 lata ma być tam wybudowany wiadukt :)