Budapeszt niestety mijamy, granica słowacka pusta... w mieście Sahy zatrzymujemy się przy Lidlu, bo wiemy już, że pojedziemy jeszcze 2-3h i o ile nocleg znajdziemy raczej bez problemu, to z jedzeniem o tej porze na Słowacji może być kiepsko. Kiedy podeszliśmy do kasy - panie między sobą rozmawiały po węgiersku. Widząc nasze zakłopotane miny - od razu przeszły na słowacki. Kiedy pakowaliśmy zakupy - zauwazyliśmy, że większość samochodów na parkingu ma rejestracje węgierskie... ot ciekawostka - Węgrzy przyjeżdżają na zakupy na Słowację do niemieckiego sklepu obsługiwanego przez ich rodaków. Tak, wiem... polityka... :D
Dolewamy paliwa i przy okazji korzystając z WiFi szukamy noclegu. Wybór pada na Pensjonat Al Corso w Banskiej Bystricy. Dzwonimy od razu i ostrzegamy, że przyjedziemy po 22h00 - bez problemu, poczekają.